F1

Mimo, iż „dog days are over”, a pracy zamiast ubywać przybywa, postanowiłam nie poddawać się wciągającej niczym wir rutynie, lecz ruszyć w podróż. Od czego nie zacząć najlepiej, jak nie od kilku głębszych łyków ulubionej kawy Raspberry Chai Late. Ale to jedynie początek popołudniowego chillu. 😉

F2

Start: So!Coffe przy Nowym Świecie 15/72 (na rogu Al. Jerozolimskich). To właśnie tu znalazłam swojego towarzysza: kubek ciepłej i aromatycznej kawy. Teraz czas start i wyścig z zachodzącym słońcem przez miasto.

Szybko wsiadam do zaparkowanego w niewłaściwym miejscu samochodu (btw. 4 dni temu dostałam za to mandat) i próbuję ogarnąć miejsce, w którym mogę postawić kubek tak, by nic się z niego nie wylało. Jako iż samochód pamięta czasy mojego dzieciństwa nie został wyposażony w cup holdery. Czasami się zastanawiam dlaczego – czy ludzie nie pili kawy w latach 90’? (srsly?!).

F3

Miejsce, do którego jechałam, warto jest zobaczyć wprawdzie po zmierzchu, ale mi bardziej zależało na widoku chylącego się ku horyzontowi słońca.

Lubię korzystać z takich dni do samego końca, bo to jedyna okazja aby odbić sobie brak urlopu i notoryczne życie na kredycie. 😉 A wiadomo – jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Dlatego postanowiłam wyskoczyć na warszawskie Okęcie, a dokładnie na górkę widokową, która znajduje się tuż po płotem jedynego „sprawnie” działającego lotniska w stolicy.

Podróż, jak się okazało trwała trochę dłużej niż zakładałam, dlatego spragniona „czegoś mokrego” non stop sięgałam po Raspberry Chai Lattle – całe szczęście nie uroniła się ani jedna kropelka.

F4

Po jakiś 40 minutach i prawie 10 przejechanych kilometrach, szczęśliwym ominięciu 2 fotoradarów i minięcia „Park&Drive” na Alei Krakowskiej potocznie zwanym „pralką” dojechałam na miejsce.

F5

f6

f7

Całe szczęście nie było zbyt tłoczno, jeśli chodzi o ludzi. Bo oczywiście komary postanowiły również wykorzystać ostatnie dni lata.

Wbiłam się na górę by zająć jak najlepszą miejscówkę.

f8

Znowu nie obeszło się bez chwili czekania – wiadomo, jak nie korek to przestój „w powietrzu”, ale na najlepsze warto czekać bo wiadomo cierpliwi zostaną wynagrodzeni. 😉

Postałam, cierpliwie (jak „nie ja”) poczekałam, dopiłam ostatni łyk kawy i nagle stała się jasność! Pierwszy, drugi, a za chwilę trzeci wzbijały się dosłownie 700 metrów ode mnie w powietrze. Coś fantastycznego!

f9

Za każdym razem, gdy odlatywały zastanawiałam się dokąd leci, kto jest na pokładzie i czemu mnie na nim nie ma. 🙂

Marzy mi się podróż, podczas której kawę będę pić z czystej ukochanej przyjemności niż z potrzeby dostarczenia zastrzyku energii. Bo marzenia o urlopie to tak naprawdę moje plany, które zrealizuję, tylko jeszcze nie wiem kiedy.

Niestety cały pobyt szybko zakończył zmasowany atak komarów i brak możliwości jego odparcia.

Podsumowując: + 10 do energii.

A teraz myślę, że tam gdzie niektórym zaczyna się podróż, nam niestety się kończy.

To które miejsce proponujecie na jesienny urlop? Wpisujcie miasta, państwa, kontynenty! 😉

Instagram

[instagram-feed]