Bez tytułu

Jak to mówią : nie samą stolicą człowiek żyje, dlatego w poszukiwaniu miejsca stworzonego do rozkoszowania się kawą, udałam się do Trójmiasta. Pogoda, choć humorzasta bardziej niż dziewczyna na diecie, tym razem podarowała mi ciepły promyk słońca, a przez to i chęci do pieszych wycieczek. Pierwszym „portem”, do którego obowiązkowo zawitałam, było oczywiście SO!COFFEE. Bez ulubionej kawy, ciężko znaleźć jest przecież ulubione miejsce. 😉

Kolejne obowiązkowe punkty programu można było odznaczyć  po wycieczce na Molo i Monciaku, choć dusza spragniona spokoju, tam z pewnością go nie odnajdzie. Jeśli ktoś, tak jak ja, kofeinę przyswajać woli  na łonie natury, z dala od zgiełku, budek z lodami
i straganów z pamiątkami wątpliwej urody, musi poświęcić chwilę i siły na to, by dojść do Łysej Góry.
W nagrodę – piękne widoki, błogi spokój i niezmącony niczym odpoczynek.

Okazuje się też, że Łysa Góra, łysą pozostaje tylko w nazwie, bowiem u samego szczytu znalazłam mnóstwo bujnej roślinności. Gdyby jednak i to jakimś cudem Was nie przekonało, dodam, że
z wysokości około 110 m. n.p.m. rozciąga się piękny widok na Zatokę Gdańską.

Żyć, nie umierać, wdychać jod i przyswajać kofeinę!
Ot, cały przepis na udane popołudnie!

Instagram

[instagram-feed]