obraz016

Natchniona błogą labą dni wolnych, postanowiłam wybrać się na spacer w poszukiwaniu miejsca idealnego.  Wspomniana „idealność”  to nie idealność byle jaka, ale rozpatrywana pod kątem możliwości wypicia kawy. A jeśli miejsce kryteria te spełnia, deklasuje wszystkie inne.

Od dawna uwielbiam nadwiślańskie plaże, ale w okresie letnim (ku mojemu niezadowoleniu) ciężko o kawałek ziemi
i odrobinę spokoju. Nie musi być święty.

Jako, że potrzeba jest matką wynalazku, a moja była naprawdę głęboka – podszyta determinacją odnalezienia zacisznego kącika, postanowiłam zboczyć nieco ze ścieżek wyznaczonych przez miasto. W ten oto sposób, błądząc z kubkiem kawy (Cherry Latte – Najlepsza!) i aparatem odkryłam miejsca tak wybitnie zlekceważone już jakiś czas temu, że nie zdziwiłabym się, gdyby obrosły nie tylko chwastami, ale również legendami. Przez to jednak – w swej niekonwencjonalnej naturze były wyjątkowe.
Łyk kawy – łyk świeżego powietrza, łyk kawy – łyk świeżego powietrza i tak kilka razy. Czuję jak opada stres i rozluźniają się mięśnie.  To jest to! Jeszcze tylko kilka fotek i nic nie zdoła zmącić aury chilloutu.

W chwilach takich jak te, budzi się we mnie bestia. Zwie się ona leniwiec.
Można oczywiście zabrać kogoś ze sobą, chyba, że tak jak ja, nie lubicie dzielić się ciszą.
No i kawą, oczywiście! 😉

Instagram

[instagram-feed]